poniedziałek, 16 listopada 2009

Meeting Orientamento Venezia '09

Siedząc w zielonym pociskaczu postanowiłem schreibnąć kilka słów na temat wyjazdu do Wenecji. Wszyscy napaleni na wyjazd zebraliśmy się o godz. 6 przed szkołom i wyruszyliśmy na półwysep Apeniński.

Przed Bolesławcem pomyliliśmy zjazd i wylądowaliśmy nie na tej autostradzie co trzeba, przez co nadłożyliśmy jakieś 50km. Czy to możliwe, aby w Polsce pobłądzić na autostradzie??? A jednak!!! Droga mijała pod znakiem bolącej dupy!!! Z kilometra na kilometr pośladki powodowały grymas na twarzy na niejednym uczestniku owej podróży. Od Austrii wyłem z bólu, zmieniając środek ciężaru z lewego półdupka na prawy i tak na zmianę. Na miejsce dojechaliśmy około 21.30, ponieważ zdążyliśmy jeszcze pobłądzić (nie ma jak to 5 orientalistów w samochodzie i Rychu z mapą) przed samym zjazdem do Wenecji. Mając za kierownicą Marka 'Loeba' byli byśmy pewnie z 3h szybciej, jednakże pewien samochód nas spowalniał.




Kolejnego dnia w sobotę od samego rana udaliśmy się na wyspę aby trochę pozwiedzać i rozpocząć wielkie bieganie w mieście św. Marka. Nie ukrywam miasto zrobiło na mnie ogromne wrażenie: drobne uliczki, kanały, mosty, gondole i te „piękne” WŁOSZKI :ppp.
Pierwszym biegiem był skrócony średni. Skala mapy 1.5000, stwierdzam że BANAŁ. Banał, banałem, jednak udało mi się zrobić ok. 100sek błędu na wariantach. Jednego błędu byłem świadom, a drugi uświadomił mi dopiero Marek na miecie. Czas mojego biegu na wydrukach wynosił 26.06min, jednak niewiadomo dlaczego dodano po 1 min do wyników( tak więc biegałem 25.06min, czyli 6.16min/km). Nogi nie kręciły się jak należy i biegło mi się ciężko. Dało mi to 21miejsce w kat. MM2, kategorii seniorskiej. Stwierdzam, iż po ciężkim sezonie biegania, zawody po Wenecji to tak jak „cud w Kanie galilejskiej, czyli najlepsze wino zostawione na koniec”.


Mam dwie propozycje w jaki sposób nazwać drugi dzień biegania. Pierwsza z propozycji to: „ ostatni bieg w kategorii M-16 był serią błędów jak zresztą cały sezon” lub „kur** mać”. Który wybieracie???
Wracając do samego biegu to startowałem ostatni raz w M-16 i wypadałoby zakończyć szesnastki z hukiem i tak też uczyniłem pierwszy raz w życiu zabierając nie swoją mapę. Chciałem poczuć się jak kobieta i zaliczyłem sobie traskę W-16. Liczyłem na przyzwoity ostatni bieg, a wyszedł jakiś cyrk Zalewskiego :P. Cóż życie.

Co z doznań z samego biegu, to same na plus. Początek poszedłem spokojnie i w miarę pewnie, aby się z czasem rozpędzać i tak też się działo. Trudno mi ocenić jakość moich przebiegów (można było biegać przy kresce jednak nie za szybko, lub szybkimi wariantami), sami oceńcie. Najlepsze było bieganie głównymi uliczkami. Krzycząc „mi scusi”(z włoskiego: „przepraszam”, ostrzegałem przechodniów że przebiega taki „waryjot”). Rozstępowali się jak Morze Czerwone, a ja jak ten Mojżesz :PPP . Bieg zaliczyłbym do udanych po za tym jednym drobnym błędem na starcie ( wszedłem do jednego z trzech startów w którym między innymi startowały kat. M i W 16; moja kategoria znajdowała się na samym dole, nie rozważając dłużej wziąłem z miejsca pierwsze z rzędu opisy i mapę, a że pomyliłem „M” z „W” uświadomiłem sobie na finiszu). Może i wymiotłem w kat. W-16 jednak bardziej kręci mnie rywalizacja w kat. M.

O godzinie 17.04 wyjechaliśmy zielonym punciokiem z powrotem do Moch. Podróż potrwa z 12h, dokładnie nie jestem świadom, gdyż piszę to gdzieś w okolicach Monachium. Ta męczarnia jest warta zachodu. Za rok chcę jeszcze raz!!! Jedne z najlepszych zawodów w moim życiu jak nie najlepsze.

4 komentarze:

  1. Zakładając bloga postanowiłem pisać tutaj o wszystkim szczerze mimo wstydliwych rzeczy, jak bez wątpienia stała się drugiego dnia w Wenecji. Nie mam jak to starać się być profesjonalistą i robić takie głupie błędy;|

    OdpowiedzUsuń
  2. znalazlem tylko jeden blad wariantowy na tej pierwszej mapie (7 PK):P jaki to ten drugi?:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przybiegając na metę wydawało mi się, że tym jedynym błędem był tylko niepotrzebny obieg na 8 PK (tusz przy odbiegu od 7), a gdy przybiegłem i porównaliśmy czasy to na PK 7 straciłem ponad 50 sek. oraz reszta to brak pewności przy wejściach na …

    OdpowiedzUsuń
  4. a o punciakowym JUST 5 nie napisales :) Przeciez plyta nagrana w czasie podrozy zyskalaby status platynowej w ciagu tygodnia :) szczegolnei gdyby promowaly ja single "W dzien goracego lata" i "Po prostu milosc" :D:D

    OdpowiedzUsuń

Jak komentujecie bez zalogowania się na swoje konta to prosiłbym o późniejsze podpisanie się :) DZINKS